|
Interesuje nas wyłącznie technika gry (każda, nie tylko
pianistyczna i w żadnym wypadku nie tylko tzw. klasyczna...!); mówimy co TO
jest, na czym ONA polega, jak się JĄ zdobywa i utrzymuje. Ten
tekst dedykuję Wszystkim Pianistom – Uczniom i Pedagogom czynnie i biernie
uczestniczącym w moich już pięciu Jesiennych Kursach i Seminariach
IDEA-OBRAZ-TECHNIKA, zrealizowanych w Klubie Muzyki i Literatury we Wrocławiu
w latach 2002 - 2006. Z serdecznym
podziękowaniem, także dla Organizatorów i Gospodarzy Kursu – za wspaniałą atmosferę poczas zajęć
oraz znakomitą współpracę - Stefan Kutrzeba
W "powietrzu" IV Sonata Skriabina – łowimy ją z
Natalią... (Fot. Mariusz Karandysz)
Sprawa pierwsza a) Jeśli mam
być szczery - to sądzę, że technikę wykonawczą w ogóle, czyli także w śpiewie
i na jakimkolwiek instrumencie - powinniśmy rozumieć jako kompleks
umiejętności, których materialną PODSTAWĄ istnienia jest ZDOLNOŚĆ do i UPODOBANIE w tworzeniu artystycznie
wartościowych BRZMIENIOWYCH OBRAZÓW (wizji) muzyki, która ma być wykonywana. b) Niech Cię
nie przeraża i nie zraża ogólność tego wstępnego wyznania! Przekonasz się
wkrótce, że droga do PEŁNIEJSZEGO zrozumienia tego fascynującego problemu, o
którym aktualnie mówimy, wymaga spojrzenia nań z na tyle daleka i wysoka, by
móc widzieć jego elementy w odpowiednich, czyli - PRAWDZIWYCH proporcjach. c) Obrazy wykreowane przez odpowiednio
wykształcony słuch przy aktywnym udziale wyobraźni są następnie przetwarzane
i w "zakodowanej" postaci przekazywane "w dół", do
realizacji... d) To jasne, że
TECHNIKA - owszem, działa przez nasze ręce,
ale... e) TECHNIKI nie da się jednak nigdy zdobyć próbując
zaczynać od końca, czyli od tzw. "ustawiania rąk", bo spójrz... f) Człowiek upośledzony nie
jest w stanie nauczyć się poprawnie pisać NIE dlatego, że jego aparat ruchowy
nie jest sprawny, ale DLATEGO, że albo jego mózg nie kreuje odpowiednio czytelnych
obrazów, które mogłyby zostać przekazane do istniejących w mózgu i rdzeniu
kręgowym centrów przetwarzania danych i po odpowiedniej obróbce, w
postaci impulsów zostać przekazane "w dół" - do nerwów
pobudzających mięśnie do działania; albo COŚ blokuje któryś z systemów
przesyłania danych; albo COŚ uniemożliwia rozkodowanie mimo wszystko
wytworzonych impulsów...; skutek jest mimo wszystko zawsze ten sam - pisać
się jednak nie da. g) Podobnie - bardzo
słabo wykształcony słuch i
artystycznie niemal nieruchoma wyobraźnia są wprawdzie zdolne wykreować
jakieś-tam elementy OBRAZÓW, na tyle czytelne, że ośrodki dokonujące ich
przetworzenia potrafią je rozszyfrować i po transformacji przesłać - jako
impulsy - do mięśni. Dodajmy jednak, że to jakość
tego CO w wyniku tego procesu otrzymamy
(jakieś konkretne wykonanie), będzie najdokładniej odpowiadać jakości tego co jako wirtualny ORYGINAŁ zostało
wykreowane przez nasz mózg przy współudziale wszystkich
"podsystemów", tj - słuchu, emocji, inteligencji, wiedzy, smaku
artystycznego, wyobraźni itd. Z powstałą w wyniku tego współdziałania, najdokładniej
wierną KOPIĄ ORYGINAŁU zostajemy zapoznani
przez instrument, którego używamy (fortepian, syntezator, własny głos,
skrzypce, klarnet itd). To, co realnie słyszymy bowiem - jest stuprocentowo
dokładnym odtworzeniem tego, co ułamek
nanosekundy wcześniej zostało wykreowane w naszej wyobraźni. Wartościowy i
czytelny OBRAZ BRZMIENIA zostanie z drobiazgową dokładnością odwzorowany w
DZIĘKI NIEMU wartościowym i czytelnym wykonaniu; podobnie - OBRAZ mętny i
artystycznie nijaki tak właśnie zostanie zaprezentowany w wykonaniu. Tak
wygląda struktura funcjonowania elementów znanej nam dobrze sytuacji, którą
nazywamy wykonawstwem muzycznym. h) W związku z poglądem wyrażonym w punkcie
"g" sposoby poprawy ewentualnych niedostatków w technice gry powinny w całej rozciągłości
uwzględniać charakterystykę przed chwilą opisanego MODELU.
Z Joasią dopiero poszukujemy OBRAZU... (Fot. Bogdan Sobota)
Sprawa druga Kopia wykreowanego OBRAZU (brzmieniowego) oprócz
jakości, których jesteśmy świadomi, zawiera też elementy informacji o
wszystkim czym i kim w danej chwili jesteśmy. Na szczęście nie tylko o nawet
bardzo głęboko skrywanych "grzechach" i słabościach, ale również o
wszystkich naszych potencjalnych MOŻLIWOŚCIACH. I tak, na przykład, choć w
graniu wyraźnie słychać skutki działania wyuczonych przez lata i
utrudniających nam życie nawyków "trudnej gry", powstałych jako
skutek naszej lub kogoś innego niewrażliwości na jedne aspekty gry lub
nadwrażliwości na inne - to z drugiej strony sprawne "trzecie
ucho", przez INTUICJĘ prowadzone ku prawdzie "jak po sznurku",
dzięki istnieniu rezonansu emocjonalnego stosunkowo łatwo wyczuwa zadatki talentu nawet w
instrumentalnie bardzo "niezdarnej" grze - o ile one się tam
rzeczywiście znajdują. Sprawa trzecia Zastanów się teraz, czy rzeczywiście może być
tak, jak to tłumaczy cała nie-chopinowska tradycja pedagogiczna - czy
istotnie, działając "na ręce" PRZEZ RĘCE, doprawdy można w
jakikolwiek sposób wpłynąć na poprawę jakości WIRTUALNEGO
ORYGINAŁU, od którego przecież w 100% zależy jakość wytwarzanych przez
nas w grze jego REALNYCH KOPII...? Praca nad OBRAZEM wiąże się nieraz z głębokimi emocjami;
Gracjan cały "zamienił się w słuch" i szuka, szuka, szuka.
Zapewniam Was, że znalazł! To były "Złote rybki" co się zowie! (Fot. Bogdan Sobota)
Sprawa czwarta a) Oczyszczenie gry z utrudniających ją zbędnych
naleciałości bynajmniej nie musi, a wręcz nie powinno być związane z
jakimikolwiek ograniczeniami czy wyrzeczeniami oraz wieloletnią "korektą
aparatu"; dokonywanie KOREKTY techniki gry, czyli usprawnianie
umiejętności artystycznego wypowiadania się PRZEZ określony instrument jest
zresztą sprawą bardzo przyjemną. Aby takie działanie przyniosło jednak efekty
- musimy mieć świadomość, że tzw. wykonawstwo muzyki nie jest czynnością
wyłącznie polegającą na jak najdokładniejszym ODTWARZANIU
znaków zawartych w zapisie nutowym! b) Tę część
całego zagadnienia należy zaliczyć w muzycznym fachu do grupy CZYNNOŚCI zdecydowanie WSTĘPNYCH... b') To, że tak wielu adeptów muzyki jednak NIE
UMIE dokładnie odczytywać tekstu nutowego, jest moim zdaniem - paradoksalnie
- skutkiem uczenia zwracającego uwagę
GŁÓWNIE, jeśli nie WYŁĄCZNIE na nuty, czyli zniechęcającego do tej czynności
już na starcie. c) Wykonawstwo
muzyczne, aby miało SENS i dawało adeptowi SZANSE POWODZENIA, musi być
rozumiane jako działalność TWÓRCZA w
najściślejszym sensie tego słowa. Problem tylko w tym, by zrozumieć CO ma tu być tworzone (przecież nie zamierzamy
dodawać nut do partytury, to byłby absurd; nie zamierzamy też w autorskim
zapisie w ogóle niczego zmieniać)!
d) Aby POJĄĆ
"o co chodzi" trzeba jednak zrozumieć, że tekst nutowy, nawet
najbardziej drobiazgowo oznakowany przez kompozytora (Beethoven, Chopin,
Debussy), jest tylko zapisem jego intencji, z braku możliwości najczęściej
(na nasze szczęście) dotyczącym tylko bardzo/bardzo ograniczonego "kręgu jakości". Piano -
OK, ale o JAKIE piano ma chodzić? Forte -
OK, ale w jakim zabarwieniu emocjonalnym miałoby ono być? Weźmy dla przykładu
pod uwagę pianissimo rozpoczynające "Złote rybki" (Debussy,
Images, z. II) i porównajmy CHARAKTER ukryty za jego
dźwiękową powłoką z charakterem pianissimo
rozpoczynającym "Scarbo" z Gaspard
de la Nuit (Ravel), albo z
charakterem niesionym przez jakieś pianissimo z dowolnego Nokturnu Chopina; a to znów z CHARAKTEREM dowolnego pianissimo z Masek Szymanowskiego. Mało tego - pianissimo z
początku "Złotych rybek" NIESIE zupełnie inne nastroje i kolory niż
kolejne inne pianissima z dalszych fragmentów tego fantastycznie
bogatego w ulotne barwy, buzującego gejzerami nastrojów OBRAZU.
Głęboko wierzę, że i
TA GRUPA dobrze będzie sobie w przyszłości radzić w muzyce... (Fot.
Mariusz Karandysz) e) Wykrywanie tych elementów muzyki, a właściwie
KREOWANIE ich we własnej wyobraźni i UWYRAŹNIANIE
aż do jakości z jaką Benedetti gra Malaguenę Granadosa czy Horowitz V
Sonatę Skriabina - oto pole dla twórczości
interpretatora. I wcale nieprawda, że aby tego typu praca stała się możliwa -
najpierw musi być zrobiony "WARSZTAT". Spytajcie Neuhausa
(poczytajcie dokładnie i zastanówcie się nad tekstem jego Sztuki
pianistycznej,
stanowiącej TYLKO przedłużenie i uzupełnienie idei nakreślonej przez Chopina
w jego Szkicach do Metody), a zrozumiecie, że WARSZTAT nie może być
inaczej budowany jak tylko PRZEZ uświadamianie nawet półgłuchemu i fizycznie
z tej przyczyny instrumentalnie niemal kompletnie niesprawnemu dziecku, że
zanim naciśnie ono klawisz - jego MYŚL musi WYKREOWAĆ OBRAZ, na którego TEMAT
każdy poszczególny dźwięk też ma obowiązek się WYPOWIEDZIEĆ. Reszta - myśląc
o tzw. manualnej stronie techniki gry - jest kwestią znalezienia stanu równowagi
między zakresem w jakim wykorzystujemy ciężar palców i ręki, a zakresem
używania energii. "Swobodny spadek masy ruchomej" (genialny "patent" Godowskiego,
jakby żywcem wyjęty z Chopina...) +
"świadome
używanie wirtualnego smyczka" (to już moje uzupełnienie) są rozwiązaniami wystarczającymi by
porządnie zagrać dosłownie wszystko - pod warunkiem
jednak istnienia i funkcjonowania we właściwy sposób kilku jeszcze elementów:
słuchu, wyobraźni, pamięci, żywości emocjonalnej i zdolności myślenia
abstrakcyjnego. Takie są bowiem gwarancje mistrzostwa - skuteczne, dodajmy -
dopiero gdy ile poparte ambicją i pracowitością. f) Dźwięk, który NIE NIESIE ani bitu informacji
dotyczącej OBRAZU, tylko w imię którego może zostać powołany do życia - jest
w gruncie rzeczy jedynie TRUPEM brzmienia, zwiastunem pustki - i jako taki w ogóle
nie powinien oglądać światła dziennego (to niezwykle trafne porównanie
zawdzięczamy Prof. Zbigniewowi Drzewieckiemu). g) W związku z powyższym takie COŚ nie należy do
świata zjawisk, które moglibyśmy określić jako MUZYKĘ. Co za tym idzie:
budowanie WARSZTATU INSTRUMENTALNEGO rozumiane jako przetwarzanie trocin
umysłowych w trupy dźwięków należy uznać za czynność społecznie szkodliwą,
która powinna prędzej czy później być USTAWOWO ZABRONIONA.
No, w pracy nad obrazem nie zawsze wszystko "widać
jak na dłoni"; Joanna tym razem najwyraźniej ma ułatwione zadanie... (Fot. Bogdan Sobota)
Sprawa piąta (pytanie) Co zrobić, aby dopomóc swoim słabym zmysłom oraz
często sennemu umysłowi w budowaniu choć trochę bardziej jasnej przyszłości
przy fortepianie? Sprawa szósta (odpowiedź) Jak sądzę, trzeba przede wszystkim zapragnąć poprawy aktualnej sytuacji (jeśli
rzeczywiście wydaje się być zła lub choćby niewystarczająco doskonała) oraz
starać się dowiedzieć - jak PRAKTYCZNIE należy zabrać się do rzeczy. Nie
zamierzam ukrywać, że odpowiedź na to pytanie powinna być Ci już dość dobrze
znana; w zasadzie w około 99% jest ona zawarta w tu i teraz czytanym przez
Ciebie tekście. Nie zamierzam ukrywać, że szukałem jej bardzo długo, i że -
jak wyznałem przed chwilą - odkryłem ją w tradycji, której źródłem jest w
Świecie, Europie i Polsce znana głównie tylko z nazwy, zapomniana lub błędnie
interpretowana chopinowska idea pedagogiczna, którą na nasze szczęście na
nowo odkrył, zastosował i opisał Prof HARRY NEUHAUS. Muzycy grający na instrumentach innych niż
klawiszowe oraz osoby używające swego głosu także do śpiewania też niech nie
tracą nadziei! Dogłębne przemyślenie i wprowadzenie w życie zasad, o których
mówili ci Mistrzowie także i Wam pozwoli wydobyć się z wielu psychofizycznych
dołków, w które - być może - wpadliście kiedyś z takich czy innych powodów.
Sprawa siódma (i ostatnia) Jeśli czegoś jeszcze nie rozumiesz, jeśli masz
jakieś wątpliwości czy pytania - pytaj śmiało, "feel free"... Serdeczne pozdrowienia łączę i czekam na pytania,
także dotyczące problemów NIEROZWIĄZYWALNYCH! Twój bardzo serdecznie - Stefan Kutrzeba PS Ten tekst
będzie jeszcze wielokrotnie uzupełniany i redagowany na nowo; serdecznie
proszę traktować aktualną wersję jako ciągle wstępną... Aktualizacja: 2007-03-15 |