Praktyka Metody Chopina - interpretacja 1.

Rzecz o tym, jak dzięki Chopinowi, a ściślej - jak dzięki jego Metodzie gra na fortepianie, nauka tego instrumentu i wszystko co z tym związane - przestają być trudne i skomplikowane, a stają się - wręcz przeciwnie...

Z Metodą Chopina jestem za pan brat od bardzo dawna, ale doprawdy serio zacząłem z nią eksperymentować dopiero w 1995 roku. Podsumowanie i wnioski z realizacji tego projektu zostały w skrótowej formie opublikowane na łamach "Ruchu Muzycznego" w maju 2001 oraz potem w kilku innych artykułach. Aktualnie chciałbym przedstawić pełniejszą wersję tego tekstu oraz kilka uzupełniających uwag dotyczących chopinowskiego, zupełnie nieprawdopodobnie doskonałego systemu pedagogicznego. Ponieważ jednak wszystkie nasze dzienne sprawy powinny być możliwie dobrze poukładane - zaczniemy od początku…

Spis treści:

*   Motto

*    Wstęp

*    Podziękowania

*    Musimy sobie uświadomić

*   Wniosek nieco mniej optymistyczny

*   Szerzej niż się wydaje...

* Motto

"Wartość mojej sztuki? Przeżyć dzięki mnie coś nowego, co bez mego twórczego udziału nigdy by nie mogło zaistnieć." - Jan Machulski

(zapisane po programie Bezludna Wyspa, TV POLONIA - 6.1.2001; S.K.)

* Wstęp

Przed ponad pięciu laty w tekście Szkiców do Metody Chopina odkryłem myśl, która - jak sądziłem - mogła umożliwić rekonstrukcję chopinowskiego systemu pedagogicznego. To zadanie pozostało nadal do końca niewykonane i zapewne nie w pełni nie zostanie nigdy zrealizowane. Ów trop okazał się jednak niezwykle cenny, a wyniki eksperymentów związanych z jego badaniem, prowadzonych w ramach kursów oraz innych form pracy pedagogicznej w Polsce, Niemczech, Holandii i Finlandii - w pełni potwierdzają tezę, w myśl której Metoda Chopina nie tyle należy do historii pedagogiki fortepianowej co otwiera w tej dziedzinie zupełnie nowe perspektywy.

Zarówno studium chopinowskich Szkiców jak próby praktycznego stosowania proponowanych tam zasad doprowadziły mnie do wniosku, który - być może - wywoła zdziwienie wielu muzyków: jak sądzę, niemożliwe jest pełne zrozumienie wartości Metody Chopina bez zapoznania się z systemem pedagogiki Prof. Henryka Neuhausa (1888 - 1964), jedynego w historii wielkiego pedagoga fortepianu, który swą sztukę w całości zbudował na chopinowskiej opoce. Pracując od szeregu lat zarówno nad interpretacją Metody Chopina jak pedagogiki Neuhausa, przyzwyczaiłem się traktować obie te nadzwyczajne formuły jako niepodzielną całość.

* Podziękowania

Jestem głęboko wdzięczny Pani Prof. Irenie Poniatowskiej za impuls, dzięki któremu ponownie zainteresowałem się systemem Prof. Neuhausa oraz Panu Prof. Maciejowi Gołąbowi za wiele cennych informacji bibliograficznych. Podobnie wielką wdzięczność żywię dla Pani Prof. Teresy Manasterskiej oraz Pani Mgr. Marii Grzebalskiej - dzięki Ich serdecznej pomocy mogłem weryfikować zasadność moich interpretacji Metody w pracy z utalentowaną młodzieżą pianistyczną w trakcie licznych seminariów, kursów i warsztatów muzycznych.

Gorąco też dziękuję moim Drogim Młodzieżowym Korespondentom: Paulinie Kość – w chwili pierwszego pisania tego tekstu – Redaktor Naczelnej świetnego nieregularnika uczniowskiego "utforum" oraz jej Kolegom - Hubertowi Rutkowskiemu (dziś – tutaj), Maćkowi Kuberze i Leszkowi Furdynie za wiele bardzo cennych uwag; kontakt z Wami, podobnie jak kontakty z Waszymi Koleżankami i Kolegami z wielu innych ośrodków pozwala mi wierzyć, że nie tylko chopinowska idea "jeszcze nie zginęła", ale i - generalnie, że przyszłość kultury muzycznej w Polsce zaczyna się rysować coraz bardziej optymistycznie! Tyle tylko, że akurat Wasza Szkoła stwarza takie warunki rozwoju, o jakich inni mogą tylko marzyć, a - nawiasem mówiąc - dzięki Waszym talentom i pracy "utforum" staje się coraz poważniejszym kandydatem do roli najciekawszego polskiego pisma muzycznego...

Serdecznie Wam Gratuluję intelektualnego rozmachu, szerokości artystycznych horyzontów i edytorskiej klasy "utforumowych" publikacji!

* Musimy sobie uświadomić

Jak sądzę, istnieje pilna potrzeba rzeczywistej integracji - szczególnie - polskiego młodzieżowego środowiska muzycznego - ruch myśli, emocji i energii niezbędny jest dla pełnego wyzwolenia artystycznego potencjału każdego talentu. Możliwości komunikacyjne XXI wieku powinny dopomóc Wam w porozumieniu się ze sobą dla znalezienia przyjaznego miejsca na szerokim świecie; do tego Świata zresztą moglibyście wnieść o wiele więcej niż wnosicie będąc w rozproszeniu i o wiele więcej skorzystać sami - niż aktualnie korzystacie.

Ale szczególnie Wy - młodzi - powinniście uświadomić sobie Waszą siłę, bo właśnie Wy - utalentowani, profesjonalni, światli i umysłowo aktywni młodzi polscy muzycy macie znacznie więcej do zaoferowania często w półśnie z przejedzenia pogrążonym tzw. zachodnim (a często – i wschodnim, nawet dalekowschodnim) konsumentom koli, frytek i hamburgerów - niż sądzicie, a już o wiele więcej niż o tym sądzą wyżej wspomniani "pogrążeni"...!

Ten temat mógłbym rozwijać bardzo długo, ale na tym zakończę me doprawdy optymistyczne refleksje z lektury kilku ostatnio otrzymanych numerów "utforum", poparte wspomnieniami z wielu kursów i seminariów przeprowadzonych w trakcie eksperymentów z Metodą Chopina w Polsce, a także w innych europejskich krajach. Okazji do porównań miałem i nadal mam wystarczająco wiele, by stwierdzić, że takich talentów jakie u nas się rodzą WSZĘDZIE - od Tatr do Bałtyku i od Sokółki do Kudowy - ze świecą by po świecie szukać!

Zaś taki skarb - jak chopinowska Metoda - powinien zacząć być w stałym Waszym użyciu jako niezastąpiony instrument w codziennej pracy nad doskonaleniem warsztatu artystycznego.

*.Wniosek nieco mniej optymistyczny

Końcowy wniosek (dotyczy tej wstępnej części tylko) jest jednak troszkę mniej optymistyczny…: otóż, dopóki chopinowska tradycja w pianistyce polskiej była silnie obecna - polscy pianiści należeli do ścisłej światowej czołówki: Paderewski, Rosenthal, Rubinstein, Hofman, Horszowski, Friedman, Małcużyński, Landowska - wprawdzie klawesynistka, ale uczennica A. Michałowskiego; osobną, niezwykle pozytywną sprawą jest historia działalności artystycznej i pedagogicznej Prof. Zbigniewa Drzewieckiego.

Od kiedy ta tradycja została zepchnięta na ubocze przez inne filozofie, Polacy muszą się zadowalać "wchodzeniem do finału"; czyżby Krystian Zimerman miał być "ostatnim, co tak poloneza wodzi"? Rzecz nie w tym, że musi się być koniecznie prowadzonym przez "ucznia Chopina", a w tym - by wzrastać w atmosferze, w której chopinowska tradycja jest wartością wyznaczającą kierunki postępowania w pracy nad fortepianem. Sztukę bowiem tworzy się w poszukiwaniu wartości i istnieje ona tylko dlatego, że ludzie ich potrzebują. Problem tkwi w tym, że interpretacje wykreowane przez wartości reprezentowane w pianistyce przez nie-chopinowską tradycję w Polsce - po prostu bardzo źle się na światowym rynku sprzedają. Chętnie odpowiem na wszelkie pytania dodatkowe.

Symptomem odrodzenia – czyżby i oby – jest chyba zwycięstwo Rafała Blechacza w XV Konkursie im. Chopina (Warszawa 2005). Umówmy sie – nowe lepsze idzie w naszą stronę, jest u progu...!  

*.Szerzej niż się wydaje

Paulina (poznacie Ją bliżej czytając "utforum") zwróciła moją uwagę na możliwość zastosowania chopinowskich zasad w pedagogice instrumentalnej w ogóle; Paulina, moim zdaniem, ma stuprocentową rację. Oceńcie zresztą sami! Ale teraz już - do rzeczy...

Zapraszam do odwiedzenia następnej strony!

Aktualizacja: 2006-10-31