
|
Jak ćwiczyć na fortepianie? Ten tekst, to odpowiedź
na konkretny list otrzymany od konkretnego człowieka. Poruszył On bardzo
ciekawy problem i prawdopodobnie otrzymał także coś mówiącą odpowiedź. Oto ona: Dzień dobry Panie
Andrzeju! Jeszcze raz przepraszam,
że tak to długo trwało, ale ostatni czas mieliśmy wyjątkowo gorący – długo by
pisać. Nie traćmy jednak czasu na "wątki poboczne" i od razu
ruszajmy do rzeczy! Będę cytować fragmenty z
Pana listu i komentować je powoli: Witam Pana bardzo serdecznie! Na wstępie chciałbym powiedziec, że jest to
mój pierwszy list do osoby, której stronę odwiedziłem (a odwiedziłem ich dość
sporo...) . Piszę go pod wpływem treści, które Pan na swojej stronie zawarł i
formy w jaką Pan tę treść ubrał. - cieszę się, że moje
teksty wzbudziały Pana zainteresowanie. Dziękuję za zaufanie, jakim mnie Pan
obdarzył! Postaram się nie zawieść Pana oczekiwań. Mam na imię Andrzej, mam 21 lat i jestem
studentem II roku na Politechnice Krakowskiej. - a ja mam na imię Stefan
i proponuję, jak wszystkim, przejście na swobodniejszą stopę w naszych
kontaktach. Tu, w Finlandii, gdzie mieszkamy już od 18 lat – wszyscy sobie
mówią po imieniu i jakoś nikt z tego powodu jeszcze niczego nie stracił... Ja sam pochodzę z małej mieściny B.
niedaleko Zamościa i Lublina. - Bach pochodził z
niewielkiego Eisenach, Chopin z Żelazowej Woli, Żeromski urodził się w
Strawczynie, a ja jestem z Kielc i jak
większość Kielczan jestem z tego powodu bardziej dumny niż zawstydzony. Poza
wszystkim – mam wyjątkowy sentyment do Twoich okolic. Mój Tato przyszedł na
świat na pięknej Lubelszczyźnie, a moi Rodzice poznali się w Krasnymstawie,
dokąd – wedle legendy, a może i nie tylko – sam król Władysław Jagiełło
przyjeżdżał co roku w maju by słuchać słowików. Czy w Warszawie słowiki mogą
w ogóle śpiewać...? Piszę do Pana, ponieważ od roku jestem zafascynowany twórczością
Fryderyka Chopina. Po kilku miesiącach samego słuchania jego muzyki
postanowiłem nauczyć się grać na fortepianie. - i to też miłe.
Chciałbym jednak życzyć Ci rozszerzenia muzycznych zainteresowań –
przynajmniej (i nie tylko początkowo)
na kompozytorów najbardziej cenionych przez Chopina: myślę o Bachu i
Mozarcie. Z ich muzyką wiąże się wiele niekoniecznie pozytywnych
szkolnomuzycznych stereotypów; warto je przełamywać – najpierw – słuchając, a
potem – zwłaszcza – samemu grając utwory tych wielkich Misztrów. Powolutku
przejdziemy i do tego. Ukończyłem szkołę muzyczną w klasie klarnetu, a fortepian miałem tam jako
instrument dodatkowy, jednak nie wzbudzał on u mnie wtedy większego
zainteresowania. - nie dziwię się. U nas
się nawet mówiło o uczeniu "pianina koncentracyjnego oburącz"... Wspominam o tym dlatego, by powiedzieć Panu, że sposób mojej wtedy nauki
był zupełnie błędny i nie przynosił efektów pomimo ćwiczeń. - wiele czynników składa
się na sukces. Na brak sukcesu nie trzeba ich aż tak wiele: wystarczy być
samemu zniechęconym by skutecznie zniechęcić ucznia. Reszta przyjdzie sama. Moja nauczycielka oczywiście nie uprzedziła mnie że zdolności manualne
wynikają z myślenia a nie z biegłości palców. - tradycja rzeczywiście
wyobraża sobie, że palce rządzą palcami, a technika zależy od palców.
Wszystko tu kręci się wokół ikony Wszechwładnego PALCA: 1. Nie
będziesz miał innych Świętości przed PALCEM! 2. Myśl o
PALCU, a nauczysz się ruszać palcami! 3. Dbaj o
siłę i zręczność palców, a będziesz grać jak Horowitz (albo i lepiej)! 4. Tylko
PALEC da Ci radość muzykowania! 5. Nic
ważniejszego od PALCA! 6. Naukę
muzyki należy zaczynać od PALCA! 7. Na
dobrą sprawę – bez PALCA nie ma czego w muzyce szukać! 8. PALEC
rozwiązuje wszelkie problemy pianistyczne! 9.
Podglądaj – jak inni ruszają PALCAMI (nawyk siedzenia po tej stronie sali
koncertowej, z której widać PALCE), a sam też będziesz tak ruszał! 10.
Anatomia i fizjologia PALCA są podstawą RZETELNEJ wiedzy o interpretacji! To tylko dziesięć
pierwszych przykazań tradycyjnej metodyki pianistycznej. Czy, wobec tego,
mamy sądzić, że PALEC jest zupełnie
NIEWAŻNY? Ależ nie – po trzykroć,
po pięćkroć, do kroćset – nie! Ale ani od PALCA nic się w pianistyce nie
zaczyna, ani nic się na PALCU nie kończy. A w każdym razie COŚ oprócz tego
tematu w pianistyce NIEWĄTPLIWIE istnieje... Zachęcam – nawiasem mówiąc – do
zainteresowania się, np, "Ferdydurke" Gombrowicza; i wspomnijmy, że
Sain-Saëns nie na darmo jedną z części swego arcydowcipnego "Karnawału
zwierząt" zatytułował "Pianiści"...! Oczywiście miałem też problemy z wielkimi oporami klawiszów fortepianu...
i dziwiłem się że wkładając tak dużo siły w uderzanie klawisza nie jestem w
stanie uzyskać "spiżowego forte". - rozumiem, nie dziwię
się i współczuję! Ale to tylko przeszłość! Proszę spojrzeć na nią wyłącznie z
czułością i humorem! Dopiero lektura Pańskiej strony otworzyła mi oczy na te problemy i ich
przyczyny. Może to jest oczywiste, ale chciałbym powiedzieć, że całkowicie
zgadzam się z Panem w kwestii przyczyn technicznych problemów. - cieszę się i gratuluję
Ci poczucia prawdy! Istotnie – jak
twierdzi psychologia i neurologia – wszystko, CZYM i JAK człowiek
żyje, CO i JAK jest w stanie uczynić – ma swój początek w sferach dość
odległych od CZUBKA PALCA. Prawdę mówiąc, czytając Pańską stronę doszedłem do wniosku, że brak
myślenia i emocjonalnego zaangażowania leży u podstaw moich problemów, o
których właśnie chciałem Panu powiedzieć i poprosić o pomoc w ich
rozwiązywaniu. - umówmy się: masz chyba
rację. Dodałbym jeszcze, że najwidoczniej nie do końca udało Ci się
wykształcić nawyki słuchowe (trzeba wiedzieć, CZEGO słuchać) oraz, że
prawdopodobnie nie do końca wiesz – CZEGO masz się od PALCÓW domagać (ocena
artystycznej wartości tego, co się już z instrumentu FAKTYCZNIE uzyskało). Zafascynowany muzyką Chopina przywiozłem sobie stary zakurzony keyboard
(jednak w pełni sprawny) i zacząłem naukę. Jest to keyboard bez dynamicznej
klawiatury, więc nie wkładam zbytnio uwagi w sposób wydobywania dźwięku i nie
śledzę jego rozwoju (... a może powinienem...?), jednak myślę że nawet na nim
mogę się co nieco podszkolić. - hmm, nooo! Popełniasz
chyba poważny błąd, jak sądzę. Ale czytajmy dalej! Zacząłem swą naukę od grania gamy C-dur, a gdy doszedłem do pewnej wprawy
– rzuciłem się na głęboką wodę: Walc Chopina op 62 nr 2. Wychodził mi on dość
dobrze i byłem z siebie wcale zadowolony, gdy nagle spostrzegłem, że im
więcej gram tym mi on gorzej wychodzi. Palce zaczęły mi się blokować,
zacinałem się zawsze w tych samych miejscach, nie grałem rytmicznie, palce
same rwały się do przodu i nie miałem nad nimi zupełnie kontroli... Po prostu
było coraz gorzej... mimo moich ćwiczeń. - ano właśnie! "Po
ich owocach poznacie ich". Tak to bywa, gdy skupiamy się głównie na
PALCACH! Palce nawet bardzo mocne, jak u Augusta II albo
nawet jak u Zbyszko
Cyganiewicza potrafią bardzo łatwo wymknąć się spod kontroli i to one
wtedy prowadzą "na smyczy" grającego, a nie on je. Zaczyna się
poślizg NIEKONTROLOWANY, który musi prowadzić do lądowania w rowie; dobrze
jeśli przy okazji nie na słupie... I wtedy to właśnie jakimś cudem trafiłem na Pana strone, która rzuciła
światło na przyczynę tych dolegliwości. Skupiłem się na duchowej formie gry i
na prawdziwych początkach dźwięku czyli na myśleniu o tym co się gra i w jaki
sposób. Zacząłem to robić od wczoraj więc trudno było by opisywać jakieś
spektakularne sukcesy, jednak jestem bardzo dobrej myśli. Jeszcze kiedyś
kupię sobie fortepian... - kto szuka, NIEKIEDY
znajduje! Nie mówiłbym jednak o "duchowej" stronie gry:
podejrzewam, że po prostu zacząłeś DOKŁADNIEJ siebie słuchać, faktycznie
kontrolując KAŻDY wydobywany dźwięk, a to z DUCHOWOŚCIĄ nie ma przecież nic
wspólnego. Jednak już samo
przeniesienie punktu zainteresowania z palców na brzmienie NA OGÓŁ
natychmiast powoduje efekt, który możemy określić jako ODBARCZENIE rąk i
palców. Gdy to nastąpi, błyskawicznie okazuje się, że wcale nie potrzeba AŻ
TAK WIELE siły dla uzyskania całkiem porządnego rezultatu w grze. To
oczywiście dopiero początek drogi, ale różnica jest tak wielka, że można ją
uznać za wręcz rewolucyjną! Znakomitą formą
doskonalenia precyzji brzmienia jest zalecane przez Chopina legato marcato,
w którym - stale kontrolując "strefę dźwięku" (nie przebijać, ALE
dogrywać!) dopracowujemy tę tak genialnie określoną przez Godowskiego (Neuhaus się u niego uczył – pamiętajmy o tym),
czysto chopinowskiej proweniencji sprawność: swobodny spadek masy ruchomej
palca (bonusy się kłaniają!). Od siebie dodam, że po obserwacji wielu lekcji
prowadzonych przez wychowanków Dawida Ojstracha sądzę, że ten swobodny spadek palców można
nawet chyba ciut przyspieszyć – i wtedy właśnie mamy owo cudowne chopinowskie
legato marcato. Proszę Pana o jakieś wskazówki na temat techniki gry na początkowym
etapie mojej fortepianowej podróży; jak nie popaść w niekorzystne nawyki? Na
co zwracać uwagę, a na co mniej? - przede wszystkim
musisz mieć NORMALNE pianino. Wszystko – tylko nie keyboard, nawet najlepszy!
Na keyboardach mogą grać rzeczywiście FACHOWO (czyt.: odruchowo) z NATURY
dokładnie słuchający siebie jazzmani ORAZ wszelka chałturnicza, zdolna i
nieuczona brać: piszę to w pełnej świadomości faktu ICH znacznie lepszego,
bardziej prawidłowego i bardziej PROFESJONALNIE MUZYCZNEGO podejścia do
klawiatury od podejścia wszystkich tych, których nauka muzyki odbywała się
przez PALCE i INTELEKT, przez wszystko co możliwe do pomyślenia – tylko
niestety NIE PRZEZ SŁUCH. Ty powinieneś stale
odwoływać się do natury wszelkiego muzykowania, a tą jest SŁUCH i SŁYSZENIE.
Na keyboardach nie masz szans naturalnego wpływania na dźwięk – nie masz
także PRZYJEMNOŚCI słuchania dźwięku, bo dźwięk elektronicznie generowany NIE
MA cech dźwięku naturalnego: to muzyczny FAST FOOD bez błonnika alikwotów... W sferze tzw. techniki
gry – nie gnieć i nie wal! Pozwól palcom spadać na klawisze i ewentualnie
lekko przyspiesz ten ruch – będziesz mieć więcej czasu na myślenie. Praca
palców niech przypomina styl pracy serca – to bardzo NATURALNE
rozwiązanie...! Przeczytaj kilka razy
wszystko, co tu znajdziesz i staraj się WMYŚLEĆ w tego
sens! Poza wszystkim - "pytaj, a będzie Ci odpowiedziane"! Chciałbym też powiedzieć, że sposób w jakim prowadzi Pan swoją stronę
świadczy o Pańskim podejściu do zagadnień dydaktycznych i sposobu wyrażania
emocji. Po prostu widać jak wiele pasji i emocji wkłada Pan w to czym się
zajmuje. - staram się nie kłamać,
i tyle! Będę bardzo wdzięczny za jakieś wskazówki na temat techniki i nie tylko.
Dodam że dotychczas nauczyłem się Preludium 14 z op. 28 Chopina (trochę
wolniej, ale zawsze to coś), Preludium 20 i Walca (minutowego) op 64 nr 1, a
teraz uczę się Nokturnu op 48 nr 1. Za każdym razem cieszę się kiedy z
głośnika wydobywają sie znajome dźwięki. - wszystko, co mam do
powiedzenia – w zasadzie – jest lub stopniowo coraz bardziej będzie w
Internecie. Po głowie "chodzą mi" tysiące kolejnych tematów, które
powolutku – polubiłem to słowo, to z fińskiego "pikku hiljaa",
czyli właśnie "nie śpiesznie" (festina lente) – powinny
zacząć coraz jaśniej oświetlać pianistyczne ścieżki i czynić całą sprawę
doprawdy wolną od ponurej (każda dyktatura jest ponura) dyktatury PALCA. A
tak na prawdę – to dla wszystkich otwarta jest także i ta możliwość. Z poważaniem. Andrzej PS I jeszcze – mam nadzieję że Pana nie
zanudziłem... - ależ skąd, Andrzeju!
Gratuluję pomysłu i dziękuję za napisanie tego pierwszego listu. Czekam na
efekty w Twojej pracy i na wiele, bardzo wiele dobrych wieści. Cześć! Pozdrawiam Cię
serdecznie - Stefan Aktualizacja: 2006-03-13 |